
29.08.2010
Który Polak nie zna „Pana Tadeusza”? „Ogniem i mieczem” i „Potop” – na te hasła nikt nie pozostaje obojętny. Te utwory znamy wszyscy, ale mogłoby się wydawać, że spuściliśmy zasłonę zapomnienia na owe klasyki, a tu zaskoczenie. Od niedawna znowu panuje moda na kozaków, walecznych żołnierzy z szablami oraz husarzy. A to za sprawą polskiego nurtu książkowego, zapoczątkowanego przez Tomka Łysiaka (autora „Szalbierza”) kontynuowanego przez Jacka Komudę (autora „Bohuna” czy „Wilczego Gniazda”) oraz ostatnio Jacka Piekarę (autora „Charakternika” oraz znanego cyklu o Inkwizytorze, niegdysiejszego dziennikarza „Gamblera”, „Click-a!” oraz „Świata Gier Komputerowych”).
W 2008 roku CD Projekt, wspólnie z tureckim Tale Worlds, wydał „Mount & Blade”, a rok później polską wersję gry pod tytułem „Mount & Blade: Ogniem i Mieczem”. Tchnęło to w polski nurt neosarmacki kolejny podmuch świeżości, prezentując temat tym razem społeczności graczy z naszej części Europy. Ciekawostką jest, że gra zniknęła ze sklepowych półek już czwartego dnia po premierze. Teraz powraca w nowej odsłonie, solidnie wzmocniona. Takie hasła, jak ulepszona grafika oraz tryb multiplayer wzbudzają jęki zachwytu u fanów serii oraz komunikują dotychczas nieznającym graczom powagę tytułu i zdecydowany awans w klasie gier action/cRPG. Zanim przejdziemy do szczegółów, słów kilka o podstawowej wersji gry.
.jpg)
„Ogniem i Mieczem” łączy w sobie dynamiczne, epickie bitwy, w których może jednocześnie uczestniczyć do kilkuset zbrojnych, a gracz znajduje się w samym środku, dowodząc i walcząc z końskiego grzbietu. Rozbudowany wątek fabularny, pozwala zmienić historię XVII wieku w zależności od tego, po której stronie konfliktu opowie się gracz. W grze znajdziemy liczne odwołania do prozy Henryka Sienkiewicza, spotkamy zarówno postacie historyczne, jak i fikcyjne, znane z kart książki. Będziemy mogli werbować, wyposażyć i osobiście pokierować w bitwie kompanią kilkudziesięciu zbrojnych, rekrutowanych z ponad setki dostępnych w grze jednostek.

Wersja beta dodatku jest już od kilku miesięcy dostępna dla graczy, posiadających podstawową wersję tytułu. Producenci wyciągnęli wnioski z tego, żepo premierze pierwszej części pojawiło się wiele tak zwanych bug-ów i chcą tym razem wydać produkt kompletny, wolny od wszelkich nieprawidłowości.
„Mount & Blade: Warband” to kontynuacja najlepszej symulacji rycerza, jaką do tej pory stworzono. Dzięki unikalnemu połączeniu elementów akcji, RPG i strategii, gracz będzie mógł wcielić się w młodego szlachcica, którego życie rzuciło na szlak przygody. Nabierając z czasem doświadczenia w wojennym rzemiośle i dołączając do swego orszaku kolejnych kompanów i zbrojnych, przyjdzie mu ostatecznie sięgnąć po koronę Calradii. Niezwykle rozbudowany system rozgrywki, brak klasycznego systemu klas czy profesji i w pełni otwarty świat, pozwalają spędzić przy tej pozycji wiele godzin, co chwilę znajdując nowe, fascynujące elementy. Gra nie narzuca żadnych rozwiązań, można w niej stać się kupcem, prowadzącym zbrojne karawany w nieznane, prawym rycerzem, troszczącym się o swych poddanych, czy wyklętym banitą, palącym i grabiącym okoliczne wsie i miasta.
Niewątpliwym atutem dodatku jest rozbudowana kampania jednoosobowa. Ma ona zaskakiwać oraz posiadać ciekawe zwroty akcji, które urozmaicą rozgrywkę. Bardziej kluczową zmianą jest jednak wprowadzenie trybu rozgrywki sieciowej, w którym zmierzy się aż do 64 graczy. Wiele zróżnicowanych map oraz mnogość trybów (Team Deathmatch) sprawia, że rozgrywka nabierze dodatkowych rumieńców. Twórcy gry zapewniali nas, że postać w rozgrywkach sieciowych będzie się rozwijała i zdobywała dostęp do coraz lepszego i bardziej urozmaiconego sprzętu wojennego.

Mocnym akcentem gry będzie rozbudowana dyplomacja. Wyrażana w rozmowach ma odgrywać w dodatku o wiele większą rolę niż w podstawowej wersji gry – komputerowy przeciwnik będzie znaczne lepiej reagował na opcje dyplomatyczne. Ogromna mapa kampanii, 6 królestw, setki lokacji czy możliwość werbowania ponad stu typów jednostek oraz bohaterów niezależnych – to dodatkowe zalety dodatku.
Również oprawa graficzna uległa znacznej poprawie względem poprzedniej części. Autorzy zmienili sporą ilość tekstur, a przede wszystkim wprowadzili najnowsze efekty specjalne. Wprowadzono oświetlenie HDR, odbicia i efekt bloom. Efekty graficzne szczególnie miło podziwiać na tle odbijającego się od nich słońca. Polecam ten widok, który będzie dostępny już od kwietnia w sprzedaży.
Maciej Krzemiński
06.01.20121. Nikon D4
0 komentarzyprofesjonalizm w każdym calu
10.02.20122. OLYMPUS OM-D
0 komentarzymały aparat o dużej mocy
27.02.20123. Smartfony w praktyce
0 komentarzyPoznajemy systemy operacyjne
02.03.20124. Canon EOS 5D Mark III
0 komentarzyjeszcze więcej możliwości
06.03.20125. Jak dbać o optykę?
0 komentarzyporadnik fotoamatora
16.08.20101. Canon EOS 1000D - test
0 komentarzytak dużo za tak niewiele
06.09.20102. Canon EOS 550D - test
0 komentarzymały półprofesjonalista
14.12.20103. Sony NEX-5 - test
0 komentarzyDla entuzjastów fotografii
29.06.20114. 40 cali dla konesera
0 komentarzyPanasonic kontra Philips
25.07.20115. 3D dla amatorów
0 komentarzykamera Panasonic HDC-SDT750PP
28.07.20116. Panasonic Lumix FZ100
0 komentarzysprinter z górnej półki
28.07.20117. Digiscoping - raj dla podglądaczy
0 komentarzy
Komentarze:
Obecnie nie ma żadnych komentarzy
Aby dodać komentarz musisz się zalogować.