Aristo Prestige V500 - test

Aristo Prestige V500 - test

08.09.2010zamiast peceta

Artur Łuszczek

 

Pierwsze wrażenie
Aristo V500 po wyjęciu z pudła nie robi wrażenia. Wydaje się ciężki, toporny i przyznam szczerze, że miałem wrażenie jakbym wyjmował cegłę. Obudowa matrycy jest wykonana z błyszczącego plastiku, więc warto od razu zaopatrzyć się w specjalną ściereczkę do jej przecierania, gdyż nie unikniemy na niej odcisków palców oraz wszelkiego rodzaju innych zabrudzeń. Natomiast dolna część obudowy wygląda już dużo lepiej, sprawia wrażenie solidnej i nie budzi żadnych zastrzeżeń. Komputer ma dość sporo portów USB, możliwość podłączenia rzutnika, czytnik kart pamięci oraz wszystkie inne rzeczy, które komputer mieć powinien, jednak bez zbędnych bajerów. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy po otwarciu matrycy to chropowata faktura pod klawiaturą. Z początku może nie wzbudziło to jakiś wielkich emocji, jednak po paru godzinach pracy z laptopem na pewno to docenimy, jest to naprawdę wygodne. Reszta obudowy jest zrobiona z matowego plastiku. Jako dodatkowe opcje mamy czytnik linii papilarnych oraz bardzo praktyczny przycisk służący do wyłączania touchpada. Przycisk ten jest osadzony dość głęboko, dzięki czemu unikniemy przypadkowego użycia, a jest na pewno przydatnym gadżetem jeśli używamy dodatkowo osobnej myszki.


Nieoczekiwana zmiana miejsc
Przejdźmy to klawiatury. Przyznam szczerze, że złapałem się za głowę i zastanawiałem dłuższą chwilę – co autor miał na myśli. Zaczynając od lewej, klawisz Fn jest osadzony na brzegu przed klawiszem Ctrl. Robi to wrażenie jakby klawisze niechcący zostały zamienione, a w praktyce jest bardzo uciążliwe. Do tej pory, na wszystkich klawiaturach z jakimi miałem do czynienia, Ctrl był zawsze umieszczony maksymalnie z lewej strony, więc po latach pracy z komputerami nauczyłem się intuicyjnie wykonywać wszelkie operacje, takie jak: kopiowanie, wklejanie, cofanie, wyszukiwanie. W przypadku ARISTO V500 nawet po wielu godzinach pracy i zabawy nie udało mi się tego przezwyciężyć. Kolejnym dziwactwem jest wysunięta delikatnie ponad inne klawisze spacja. Nie jest to może jakaś wielka wada, ale zaraz obok mamy prawy klawisz Alt, odpowiedzialny za polskie znaki. Prawdopodobnie często podczas próby wpisania polskiego znaku wskoczy nam spacja, zwłaszcza na początku użytkowania. Oczywiście po jakimś czasie do wszystkiego da się przyzwyczaić i wszystkiego nauczyć. Przechodząc do prawej strony klawiatury – na górze mamy kolejny zamieniony klawisz czyli Del. W większości konfiguracji Del jest na samym brzegu, tutaj natomiast na brzegu jest rzadko używany klawisz Pause Break. To niby nic ważnego, ale na pewno odczujemy poważny dyskomfort podczas pisania. Kolejne dziwne klawisze to Home, PgUp, PgDn oraz End na samym brzegu. Kiedy je zobaczyłem pomyślałem, że bardzo dobrze, że tam są – te konkretne klawisze często nam się przydają i ułatwiają nam pracę. Jednak kiedy zacząłem pisać cały czar prysł w mgnieniu oka. Klawisze są umieszczone zaraz obok klawiszy Backspace i Enter. Bardzo często podczas pisania przeskakujemy nagle na początek strony, zdania lub na koniec. Jeśli jesteśmy doświadczonymi użytkownikami komputera i większość operacji wykonujemy podświadomie i intuicyjnie to zanim się przyzwyczaimy, będzie to dla nas bardzo uciążliwe. Odnośnie klawiatury wspomnę jeszcze o kilku faktach, które dla mnie nie stanowią problemu, jednak niektórzy mogą uznać je za istotne. Mianowicie dźwięk klawiszy. Jest dość głośny i mógłbym go porównać z najtańszymi klawiaturami komputerowymi na rynku. Kolejną rzeczą są dość topornie wchodzące klawisze. Ja nigdy nie oszczędzałem klawiatur i zawsze uderzam w klawisze z całych sił, jednak jeśli ktoś jest delikatniejszy wobec sprzętu to może to uznać za wadę. Podsumowując tę wydającą się być dziełem przypadku klawiaturę muszę powiedzieć, że komputery w moim domu są obecne od szesnastu lat i już wiele lat temu Microsoft wbił mi do głowy klawiaturę w standardzie Windows95, od którego chyba już nie uda nam się uciec. ARISTO najwidoczniej próbuje obalić standard obecny na całym świecie, co w tym przypadku raczej się nie uda. Dlatego z czystym sumieniem i pełną świadomością stwierdzam, że klawiatura jest najsłabszym ogniwem tego komputera.


Nie taki laptop straszny
Trochę napawa obawami dość delikatna i giętka obudowa matrycy oraz brak zatrzasków uniemożliwiających samoczynne otwarcie się laptopa podczas transportu, ale takie rozwiązanie stosuje coraz więcej producentów. Jeśli chodzi o touchpad i matrycę to przedstawiają się bardzo przyzwoicie i jestem pewien, że większość użytkowników będzie zadowolona z tych elementów. Muszę też złożyć ukłon w stronę producenta, ponieważ z góry założył, że laptop będzie używany na konferencjach oraz do różnego rodzaju prezentacji z wykorzystaniem rzutnika. Po wciśnięciu kombinacji klawiszy Fn + F3 uruchamiamy specjalne menu, które ułatwi nam konfigurację do tego typu celów. Nad klawiaturą mamy trzy przyciski, z których dwa pierwsze są dość przydatne, gdyż służą do szybkiej konfiguracji jasności matrycy oraz dźwięku. Dodatkowym gadżetem, aczkolwiek dość przydatnym, jest włącznik i wyłącznik bluetooth oraz WiFi. Kiedy nie używamy tych opcji możemy je bardzo szybko wyłączyć bez gimnastykowania się z różnymi kombinacjami klawiszy. Ciekawostką jest też dodatkowy przycisk zasilania przez USB dzięki któremu, posiadając odpowiedni kabel, możemy podładować telefon, mp3 lub inne urządzenie, które ma możliwość podłączenia przez ten port. Bateria też nie jest mocną stroną tego komputera. Czas pracy (nie myląc z czasem czuwania) wynosi trochę ponad dwie godziny. Oczywiście jeśli tylko ściągamy jakiś plik, słuchamy muzyki czy też oglądamy film, ten czas na pewno znacznie się wydłuży.


Po obejrzeniu całości i ocenie wyglądu pora na dalszą część testu, czyli gry. Komputer jest bardzo niepozorny, jednak na tyle mocny, aby można było pograć w najnowsze gry. Oczywiście w tych najbardziej wymagających trzeba będzie zmniejszyć trochę detale. Podczas testu zagrałem między innymi w: „FIFA 2010”, „Call of Duty 4 – Modern Warfare”, „Avatar”, „Colin McRae DiRT2”, „Men Of War Red Tide”, „Napoleon Total War”, „R.U.S.E.”. Wszystko na wysokich detalach i bez najmniejszych problemów, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że ten laptop zniesie wszystko. Dodatkowo posiada dość dobrej jakości głośniki. Jedynym mankamentem jest to, że komputer czasem podczas grania lekko się przegrzewa, czasem nawet aż parzy. Jednak w takich przypadkach, kiedy potrzebuje dodatkowego chłodzenia, zaczyna szumieć wentylatorek, który szybko rozwiązuje problem. Oczywiście ktoś może powiedzieć, że przegrzewanie się jest wadą, ale pamiętajmy, że komputer ma naprawdę dobrą konfigurację sprzętową, dzięki czemu posiada ogromną moc obliczeniową, która pozwala na naprawdę ponadprzyzwoitą wydajność. Większość czytając ten tekst prawdopodobnie pomyśli sobie, że Aristo Prestige V500 nie jest dobrym rozwiązaniem. Oczywiste jest, że standardowy pecet będzie zawsze mocniejszy od nawet najbardziej wydajnych laptopów, jednak oszczędność miejsca w domu oraz mobilność będzie zawsze dodatkowym atutem. Niewątpliwie V500 nie nadaje się do użytku jako standardowy laptop, gdyż jest zbyt toporny, a jednocześnie zbyt delikatny, natomiast świetnie nadaje się jako alternatywa dla wielkich, wieloczęściowych komputerów stacjonarnych, dostarczając rozrywki całej rodzinie. V500 jest dostępny w dziesięciu konfiguracjach, a jego cena zaczyna się od 2379 zł. Laptop wprawdzie z zewnątrz nie powala, ale w środku posiada bardzo dużą moc. Dlatego, biorąc pod uwagę współczynnik ceny do jakości i to, że za parę miesięcy będę zmieniał komputer w domu, poważnie zacząłem się zastanawiać nad ofertą firmy ARISTO i gdyby nie ta uciążliwa klawiatura już dziś mógłbym śmiało i stanowczo powiedzieć co wybrałem.

zalety:

cena
dobra konfiguracja sprzętowa

wady:

klawiatura
zbyt delikatna obudowa matrycy

Dodaj artykuł do:

Komentarze:

Obecnie nie ma żadnych komentarzy

Aby dodać komentarz musisz się zalogować.