25.07.2011Quantuum SQ-201

Zestaw bardzo łatwo się montuje. Moja 17-letnia córka, asystentka i uczennica, potrafiła zmontować zestaw „z torby” w położenie robocze dosłownie w ciągu kilku minut. Przy fotografii mobilnej, możliwość szybkiego zmontowania zestawu przez jedną osobę jest bardzo istotną zaletą.
Sprawdzając nowy studyjny zestaw oświetleniowy Quantuum SQ-201, kierowałem się właśnie tym podstawowym kryterium, uwzględniając wymagania stawiane wobec podobnego sprzętu. Ocenić i skutecznie wykorzystać możliwości urządzenia można jedynie używając go we właściwy sposób i we właściwej roli. Wtedy można wykorzystać jego zalety i ominąć wady (których to żaden sprzęt nie jest pozbawiony całkowicie).
Podczas kilkudniowych testów w moim studiu, w trakcie całkiem intensywnego fotografowania i manewrowania światłem, nie odnotowałem żadnych niedociągnięć co do jakości wykonania i zastosowanych materiałów. Wszystkie części mechaniczne lamp i statywów (jak przeguby, mocowania, pokrętła, zatrzaski i tym podobne) działały lekko i niezawodnie.

Całość zgrabnie mieści się do torby z wytrzymałej tkaniny nylonowej, z usztywnianym denkiem i piankowymi wkładami, chroniącymi zawartość przed przypadkowymi uderzeniami.
Zestaw oświetleniowy Quantuum SQ-201 składa się z dwóch studyjnych lamp błyskowych PT200, dwóch statywów oświetleniowych i dwóch parasolek o średnicy 91 cm, jednej srebrnej – odbłyskowej i drugiej białej – transparentnej. Lampy są wyposażone w zdejmowalne reflektory o średnicy 18 cm, co w zasadzie jest standardem wśród lamp studyjnych, a całość kosztuje 1050-1100zł.
Z przyjemnością odnotowałem też ścisłą powtarzalność błysków – zarówno pod względem mocy, jak i temperatury barwowej. Jedyne, co mi z lekka dokuczało w pracy, to dość głośny – zwłaszcza jak na lampy o umiarkowanej mocy – szum wbudowanych wiatraków chłodzenia układów ładowania. Orientując się co nieco nie tylko w kwestii wykorzystania lamp studyjnych, lecz również w ich budowie wewnętrznej, odniosłem wrażenie, iż zastosowanie wiatraków w tym przypadku było czymś w rodzaju „dmuchania na zimne”. Chociaż z drugiej strony, uzasadnieniem tego rozwiązania może być zakładana wysoka intensywność użytkowania w trakcie sesji oraz nader kompaktowa obudowa, nieco utrudniająca naturalne odprowadzanie ciepła. Lampy są też zabezpieczone za pomocą bezpiecznika termicznego, odcinającego zasilanie przy nadmiernym nagrzaniu układów elektronicznych. Szczerze mówiąc jednak, nie wyobrażam sobie jak intensywnie trzeba byłoby eksploatować ten sprzęt, by owe przegrzanie spowodować.
Przy mocy maksymalnej 200 watosekund (dżuli – J), lampy oferują możliwość tłumienia błysku do 1/32 mocy, czyli w zakresie 6 działek przysłony. Minimalna moc błysku wynosi wówczas zaledwie około 6 J, co może wielce się przydać podczas wykorzystywania lamp do różnych efektów specjalnych, na przykład delikatnego podświetlenia tła i temu podobnych. Często popełnianym przez początkujących fotografów błędem jest bowiem zawyżona ocena zapotrzebowania na moc, spowodowana zignorowaniem faktu, że dość często brakuje możliwości „zduszenia” błysku do odpowiednio niskiego poziomu. Czytelny wskaźnik na bazie LED pokazuje wybraną moc błysku w działkach przysłony – od 1 do 6 (6 – pełna moc, 5 – jedna działka przysłony w dół, czyli – 1 EV, 4 – dwie działki przysłony w dół, czyli – 2 EV i tak dalej).
Pewnym zaskoczeniem dla mnie okazał się brak możliwości proporcjonalnego regulowania światła pilotującego. Po namyśle stwierdziłem jednak, że nie jest to takie istotne przy zakładanym zastosowaniu lamp i ich całkiem umiarkowanej cenie.
Lampy są wyzwalane za pomocą kabla synchronizującego, podłączanego do gniazda synchronizacyjnego aparatu, albo za pomocą wbudowanej fotoceli – pierwszym błyskiem. Nie uwzględniono natomiast możliwości ich wyzwolenia przez drugi lub trzeci błysk. Dlatego też osoba fotografująca lustrzanką amatorskiej klasy może mieć pewien kłopot z wyzwoleniem lamp, gdyż takie aparaty często nie są wyposażone w gniazdo synchronizacyjne ani też nie umożliwiają wyłączenia przedbłysku pomiarowego wbudowanej lampy błyskowej. Najsensowniejszym rozwiązaniem w takiej sytuacji jest nabycie wyzwalacza radiowego. Alternatywne – tańsze rozwiązanie to nabycie i zamontowanie na gorącej stopce aparatu odpowiedniej przejściówki gniazda synchronizacyjnego.
Istotną wadą okazał się brak funkcji samorozładowania lamp w momencie zmniejszenia mocy błysku za pomocą panelu sterowania, mimo wyraźnego zapowiadania tego w instrukcji obsługi. Być może była to przypadłość tego egzemplarza. Kiedy „zdusiłem” moc błysku o dwie działki przysłony – z maksymalnej 6 na umiarkowaną 4 – wskaźnik na panelu sterowania zgodnie z zapowiedzią instrukcji zaczął migać, sygnalizując proces samorozładowania. Miganie jednak nie ustało nawet po 5 minutach, aż straciłem cierpliwość i wyzwoliłem lampy z jednoczesnym pomiarem mocy błysku. Okazało się, że lampy ani „myślały” się samorozładowywać. Przekonałem się natomiast, że robią to w momencie wyłączenia zasilania włącznikiem głównym. Metoda na ominięcie niedogodności wydaje się zatem być całkiem prosta – redukując ustawianą moc błysku, należy po prostu wyłączyć lampy i znowu włączyć – wówczas załadują się już do odpowiedniej mocy.
Oto wnioski – jak najskuteczniej wykorzystać zainwestowane w nabycie zestawu pieniądze, tudzież w jakiej roli ów zestaw spisałby się najlepiej:.Fotografia mobilna, wiążąca się z częstymi wyjazdami i koniecznością szybkiego zmontowania oświetlenia błyskowego w nowym miejscu (na przykład jeśli wyruszamy do restauracji, by zrobić zdjęcia dań, albo do szkoły, by zrobić zdjęcia portretowe uczniów do albumu maturalnego). W tej roli zestaw spisze się najlepiej.
Ukształtowanie mini-studia w niededykowanym pomieszczeniu, na przykład w pokoju mieszkalnym. Po ukończeniu sesji, zestaw łatwo można spakować do torby, co w znacznym stopniu ułatwia jego przechowywanie.
Nabyte osobno lampy całkiem dobrze spisałyby się w profesjonalnym studiu – w roli lamp pomocniczych, wykorzystywanych do podświetlenia tła lub/oraz innych efektów specjalnych.
Nie najgorzej lampy spisałyby się również przy fotografowaniu względnie niewielkich kompozycji martwej natury w celach reklamowych lub ilustracyjnych, w tym z wykorzystaniem namiotu bezcieniowego.
Nie polecałbym natomiast prób wykorzystania opisywanych lamp jako światła głównego – do oświetlenia całej sylwetki, a tym bardziej grupy osób. Takie zastosowanie wymagałoby zamontowania na lampach dużych i ciężkich softboksów, do czego lampy mają zbyt małą moc, znajdujące się zaś w zestawie statywy są zbyt delikatne.

05.01.20121. Nakładki 3D Lensclip dla krótkowidzów
0 komentarzy
05.01.20122. Największy na świecie telewizor OLED od LG
0 komentarzy
06.01.20123. Nikon D4
0 komentarzyprofesjonalizm w każdym calu
16.01.20124. Nowości Fujifilm 2012
0 komentarzy
16.08.20101. Canon EOS 1000D - test
0 komentarzytak dużo za tak niewiele
06.09.20102. Canon EOS 550D - test
0 komentarzymały półprofesjonalista
14.12.20103. Sony NEX-5 - test
0 komentarzyDla entuzjastów fotografii
29.06.20114. 40 cali dla konesera
0 komentarzyPanasonic kontra Philips
25.07.20115. 3D dla amatorów
0 komentarzykamera Panasonic HDC-SDT750PP
28.07.20116. Panasonic Lumix FZ100
0 komentarzysprinter z górnej półki
28.07.20117. Digiscoping - raj dla podglądaczy
0 komentarzy
Komentarze:
Obecnie nie ma żadnych komentarzy
Aby dodać komentarz musisz się zalogować.